Bergen 05.2017

Norwegia, kraj dostatku i fiordów. Za drogi nawet dla Amerykanów, skutecznie wyhamował nasze zakusy na poznawanie kuchni norweskiej. Bergen Card z kolei pozwoliła zobaczyć sam na sam w totalnie pustym muzeum obrazy Muncha i kilu innych norweskich artystów. Continue reading

Topienie Marzanny u Lotki i Słonia

DSC_7715

Słowiańska Marzanna, wegańskie ciasta, banany z czekoladą, pląsy baletnicy na tle trans-punkowych zadziorów, Maria Peszek x 8 na życzenie Antka, wybory między bananem a czipsem, rozmowy o medytacji, snach i bycie – tak wyglądał dzień u Lotki i Słonia. Czuję, że napełniłem swoje zmysły na wielu płaszczyznach, dzięki. Continue reading

Moniówka

DSC_6224-min

Podróż do Moniówki okazała się czymś więcej niż  podróż w przestrzeni geo. Zastaliśmy tam spokój ukojenie, ale też intensywną energię kierującą do wewnątrz, balsam dla duszy, ale nie balsam mumifikujący, a pillingujący zużyty naskórek tego organu. Continue reading

Rok bajaderki

DSC_3158Od nowego roku zająłem się marnowaniem czasu. Siedzę i „nic nie robię”. Świat wokół mnie potulnie się nie rozhulał, więc prawie nic mi nie przeszkadza.

Poprzedni rok był dla mnie najbardziej mnie intensywnym w mojej historii, więc doceniam ten stan i nie zadręczam się wyrzutami sumienia, czuję, że jest to potrzebne i przyjmuję to w ekscytacją i tylko lekkim niepokojem; ile to jeszcze może potrwać. „Może potrwać” w sensie, na ile pozwolą moje finanse.

Ale czuję też, że te finanse być może zechcą się potulnie zsynchronizować z nic nie robieniem. I to nie pozwala bardziej rosnąc temu niepokojowi.

Mazowieckie ludy

DSC_0225

Tutaj znajdziecie dłuższy wpis w formie reportażu, który tworzyłem przez ostatnie dwa miesiące. Wcześniej, przez okres od września do listopada, odbyłem dziesiątki podróży, które złożyły się na zdjęcia i tekst tu zawarte. Continue reading

Searching for

Ten post wyrasta z potrzeby mojego stanu ducha.

Próbuję pozbierać wszystkie kawałki mnie, bo w ich wielości straciłem możliwość spójnej identyfikacji siebie. Zmiany następują, a ja nie do końca potrafię się z nimi uporać.

W wielości pociągających mnie tematów, poczynionych notatek, skitranych zdjęć, inspiracji – tonę jako twórca chcący pokazać od czas do czasu co wychodzi mi z głowy.

Mój gruby dylemat, czy swoje zainteresowania separować, czy łączyć zmienił polaryzację. Dawna dążność do oddzielania zderzyła się z potrzebą zsyntetyzowania i uspójnienia.

W efekcie zamieściłem na tej stronie znacznie większe spektrum tego co ze mnie wyszło. Wciąż uważam, że wrzucenie wszystkiego do jednego worka nie ma sensu, ale niech chociaż to co się da połączyć – fotografia, instalacje świetlne z odrobiną tekstu – postoi obok siebie.

Od kilku miesięcy przeglądam te swoje płody i trudno dojść mi z nimi do porozumienia, nie chce się to kleić. Na szczęście poza przeszłością toczy się też teraźniejszość, bogata w nowe doznania i odkrycia. Niedługo opisze gdzie mnie to popchnęło.

Pogrzeb Ks. Twardowskiego – retrospekcja z 2006

IMGP1069

Pamiętam ten czas: w jednym podobny jest do tego dziś: stagnacja w twórczości. Mieszkałem wtedy w PZO na Grochowskiej z windą towarową za ścianą i było mi źle. Wplątywałem się w niejasne relacje międzyludzkie, co jeszcze bardziej utrudniało. Wtedy niemoc twórcza zmusiła mnie do złapania aparatu, dziś życie samo podsunęło mi przygodę. Wtedy byłem w kiślu, dziś już tylko w babim lecie.

To jeden z niewielu projektów tak sprawnie zrealizowanych – temat był prosty i nieprzekombinowany, na dodatek ograniczony do jednego dnia. Są ludzie, są sytuacje, jest wzniosłość i doniosłość. Lubię ten krótki cykl. Pamiętam satysfakcję widząc wyłaniające się obrazy z własnoręcznie wywołanej kliszy, z naświetlanych, pod powiększalnikiem w Służewskim Domu Kultury, odbitek. Wtedy był 2006, dziś piszę z perspektywy roku 2015.

Continue reading

Tu jest dobrze

„Nie osiąga się oświecenia, wyobrażając sobie świetliste postacie, lecz uświadamiając sobie ciemność.”

Carl Gustav Jung

DSC_3727

Ostatnie czasy poddały mnie wielu skrajnym emocjom zmieniającym się jak w kalejdoskopie nawet w obrębie kilku godzin. Trudne to przeżycie, ale też bardzo mi potrzebne. Zderzenia ze ścianą głębokiego lęku, bez kontroli i niezdolność do zmierzenia się z tym. Z drugiej strony tyle wsparcia podczas tego czasu, że ledwie się to w mnie mieści i… z tym też jakoś trudno było mi się zmierzyć.

Wyszedłem z tego zmieniony i wzmocniony, bardziej świadomy co się dzieje we mnie i wokół mnie. Dziękuję Wam i sobie.

Szydłowiec, Polska Ź

Nie będę oryginalny lubiąc kontrasty, prawda? W trasie z Warszawy w stronę Krakowa zawsze mijałem to miejsce i fascynowały mnie bloki w środku niczego. Nie jeden, dwa bloki, jak w  starych popegeerowskich wsiach. To prawdziwe blokowisko, mały Ursynów.
Jadąc raz tędy i korzystając z tego, że miałem aparat, zatrzymałem się, żeby zobaczyć „o co cho”. Okazało się, że poza blokami w Szydłowcu jest też zamek i synagoga.
Trudno mi sobie wyobrazić sobie miejsce, w Polsce, w którym mniej chciałbym mieszkać…

Continue reading